Zabawy martwych ludzi (cz.2) - Pokuta
Zalecam przeczytanie pierwszej części przed czytaniem tej :D
Tak więc stoję w tej bramie, naprzeciw taksówkarza, który chciał mi pomóc za życia i nie wiem co dalej miała bym powiedzieć. Czując niemiły chłód na z tyłu i kojące ciepło z przodu po dłuższej chwili pytam:
Czy mogę przejść dalej, czy mogę przekroczyć drzwi prowadzące do czyśćca dusz?
On z neutralną miną opowiada mi o tym co mnie czeka za drzwiami, o tym że zostanę osądzona w chwili przekroczenia tego progu oraz o tym, że jeśli mi się nie powiedzie trafię na powrót do piekła, ale bez ponownej szansy na podniesienie się z grzechów. Powiedział, a ja myślę o grzechach jakie popełniłam, ale nic przerażającego nie przychodzi mi na myśl. Kiwam głową na tak i robię krok w przód, a ku mojemu zdziwieniu on robi krok w stronę piekła. Stoję na progu i już chwila dzieli mnie od przejścia, lecz zatrzymuje się i odwracam. On stoi smutny i widać jak co chwila czarne kłęby dymu i ognia na przemian z mroźnym wiatrem unoszącym coś na kształt lodowych sztyletów przebijają jego na pół materialne ciało.
Zapytałam Nie rozumiem, dlaczego tutaj wszedłeś?
Odpowiada mi, a w jego głosie słychać ból i cierpienie
Świat jest kapryśny, a moją ostatnią próbą było uratowanie ciebie, ale jak widać nie potrafiłem odkupić swojej duszy.
Odwróciłam się i przekroczyłam próg. Poczułam ciepło na całym ciele, przed oczyma przeleciało mi całe życie patrząc od końca do samego początku i nagle znalazłem się w jakimś pokoju. Miałam na sobie ubranie, które pamiętam z czasów studiów. Po chwili jakby z nikąd pojawiła się przede mną kartka i upadła na podłogę. Nachyliłam się i podniosłam nieoczekiwaną rzecz. Zaczęłam czytać
Grzechów : 2
Morderstwo
Kłamstwo
Ledwo skończyłam czytać i poczułam dwa ukłucia na sercu. Przymknęłam z bólu oczy i po otworzeniu na kartce widniały napisy:
Córki
Matka
Upuściłam kartkę i poczułam jak przez moją głowę przewija się czas do pewnego momentu. Do pokoju nagle weszła jakaś kobieta ubrana zupełnie jak ja w obecnej chwili. Gdy zobaczyłam w półmroku jej twarz przeraziłam się. To byłam ja sama dokładnie wtedy gdy popełniłam pierwszy grzech z listy. Byłam wtedy w ciąży i tylko ja o tym wiedziałam. Nawet nie pamiętałam kto był ojcem, a przez prawie dwa miesiące widywałam się tylko z dwoma przyjaciółkami z studiów. Zrozumiałam, że to tego wieczoru zrobię coś czego nie żałowałam do końca swojego życia. Patrzę na siebie samą jak wbijałam igłę z strzykawka wprost w miejsce dziecka, które nosiłam. Nawet nie pamiętam co wstrzykiwałam, ale jak widzę tamta młoda ja zabija właśnie swoje dziecko. Obie upadamy na podłogę, tyle że tylko ja ją widzę. Patrzę na to jak po chwili jej sukienka zalewa się krwią, a z moich oczu wypływa łza. Krzyczę: Boże!
Zniknęłam z tamtego miejsca i pojawiam się w innym czasie i w innym miejscu. Tym razem widzę jak moja matka siedzi na małym taboreciku na ganku naszego domu i czyści buty. To było jakieś cztery lata zanim umarła. Za progu wychodzę ja z tamtego czasu. Jednocześnie było to prawie dwa lata po tym jak zabiłam swoje dziecko. Słucham rozmowy i widzę uśmiechnięte twarze obu tych kobiet. Nic nie wydaje się być nie tak. Pamiętam, to był czas w którym zaczynałam pisać moją pierwszą książkę o bogu. Widzę jak siadam na schodek, ale nie udaje mi się i upadam na bok trzymając się za podbrzusze. No tak, znów byłam w ciąży. Matka pomaga mi siąść i podtrzymuje mnie za ramie.
Pytała mnie wtedy: Co ci jest? A może ty jesteś w ciąży?
Tak, teraz rozumiem. Okłamałam ją wtedy, z zimną krwią okłamałam własną matkę. Zaczęłam wymyślać, że byłam u lekarza i zapisał mi tabletki na żołądek, a matka wierzyła mi wszystko co powiedziałam. Poczułam się lekka i znów czas przewinął się przed moimi oczyma. Zatrzymał się tylko na parę sekund w momencie gdy pod pretekstem nowej pracy wylatywałam do innego miasta, a matka wtedy żegnała mnie na lotnisku. Było mi smutno ale nie płakałam. Przewijał się dalej, aż do chwili gdy ujrzałam siebie samą wyłącznie w koszuli nocnej. To było około dnia po porodzie. Sama urodziłam, leżąc w kuchni wynajętego mieszkania na przedmieściach. Wszędzie wciąż były ślady zaschniętej krwi, resztka pępowiny oraz nagie dziecko leżące na podłodze. Obok stałam ja, całkowicie bez sumienia. Poszłam się umyć, przebrałam i płacąc z góry za cały rok powiadomiłam człowieka, od którego wynajęłam te mieszkanie, że wrócę tu za rok i chciała bym aby wszystko pozostało nie ruszone. Tak patrzałam rzeczywista ja, na siebie samą odjeżdżającą autobusem do domu. Wiedziałam że już nigdy tam nie wróciłam. Pozostawiłam tam to dziecko, leżące na zimnej posadzce. Niezdolne do samodzielnego życia. Zrozumiałam teraz, że wtedy byłam kimś okrutnym, kimś kto nie mieścił się w jakiejkolwiek skali bezduszności. Przekroczyłam piekło, aby zobaczyć dlaczego tam trafiłam. Zaczynałam rozumieć i cieszyć się, że mam jeszcze szansę. Tylko jaką?
Nagle nie widziałam nic i nie wiedziałam co się dzieje. Usłyszałam w wnętrzu własnej głowy
Odpokutuj grzechy!
Obraz zaczął nabierać kształtów i kolorów. Czułam wszystko wokoło i znów oddychałam powietrzem. Leżałam w mieszkaniu, które jeszcze ostatnio do mnie należało. W pokoju wszystko było ułożone identycznie jak w chwili gdy poleciałam na premierę. Wtedy mnie zabili, a teraz jestem tu na powrót. Z trudem wstałam i poczułam okropny głód. Doczłapałam się do lodówki i zjadłam kilka jogurtów oraz odsmażyłam sobie kurczaka, który miał czekać na mój powrót. Gdy trzeci raz zamykałam lodówkę zauważyłam, że wisi na niej jedna fotografia więcej. Przedstawiała ona młodą dziewczynę na tle kościoła. Była to kobieta, która najprawdopodobniej złapała bukiet rzucany przez pannę młodą przed odjazdem na wesele. Na drugiej stronie widniał adres i przypis pokuta. Nie mam pojęcia co jest grane, ale pewnie muszę znaleźć tę dziewczynę i porozmawiać z nią. Chciałam się położyć i odpocząć, bo poczułam się zmęczona, ale do mojej głowy wdarła się myśl Nie wiesz ile masz czasu. Poczułam się zmuszona do poszukania tego adresu. Siadłam do komputera i wyszukiwałam na podstawie adresu zamieszkania jakichś informacji o tej dziewczynie. Znalazłam parę obrazów z ślubu na którym musiała mieć zrobione tę fotografię oraz inne oznaczenia miejsc gdzie w pobliżu bywała z znajomymi. To jest miasteczko oddalone o kilkadziesiąt kilometrów od stolicy. Zdecydowałam się jednak przespać przed tak długą podróżą, a że żadna dodatkowa myśl na zawitała do mojej głowy, to i zasnęłam szybko po położeniu się.
Obudził mnie dzwoniący telefon. Spojrzałam, ale numer był niedostępny, a po odebraniu ktoś od razu się rozłączył. Była sobota. Wydawało mi się, że jestem wyspana, mimo krótkiego czasu snu. Było ledwo po szóstej rano, ale zdecydowałam że im szybciej wyruszę tym szybciej dowiem się co jest moją pokutą. Ubrałam luźne ciuchy oraz zdarte trampki, bo w tym najwygodniej mi się chodzi. Zabrałam trochę gotówki, jaką chowałam na czarną godzinę i parasol na wszelki wypadek. Dotarłam do dworca i po odczekaniu na pociąg pojechałam. Dostałam się do miasta – celu wyprawy. Była już ósma. Kupiłam sobie kanapki i jedząc patrzałam na plan miasta stojący przed dworcem kolejowym. Wyszukałam połączenie autobusowe, bo nie chciałam już ryzykować jazdy taksówką po ostatnim razie. Po niedługim czasie stałam przed wskazanym adresem. Był to piętrowy dom o płaskim dachu oraz sporym ogrodzie. Nie widząc dzwonka przy furtce wkroczyłam na podwórze. Przywitał mnie mały zabawny piesek, który szczekał i skakał mi na spodnie. Zauważyłam, że na parterze ktoś patrzy przez szybę i nagle znika pozostawiając pogniecioną firanę. Drzwi otworzyły się zanim zdążyłam zapukać. Stał tam facet, może o kilka lat starszy ode mnie i zapytał o co chodzi. Podeszłam na schodek i pokazując fotografię, zapytałam czy ktoś taki tutaj mieszka. On spojrzał na mnie, prosto w moje oczy i powiedział
Tak, proszę wejść. Jeszcze śpi. Zaraz ją obudzę.
Facet zaproponował mi abym usiadła na przedpokoju i poczekała. Po prawie dziesięciu minutach słyszałam jak ktoś z trudem schodzi po schodach i już widziałam młodą dziewczynę ze zdjęcia. Obie spojrzałyśmy sobie w oczy i nie zdążyłam wypowiedzieć słowa a ona powiedziała
Ja cię skądś znam! No tak, to ty jesteś autorką tych książek anty-teologicznych.
Bałam się, że może ona jest jakąś fanatyczką, ale uśmiechnęła się i podała mi rękę na powitanie. Wyraźnie było widać, że jest zadowolona z mojej wizyty. Zaczęła opowiadać o tym, że czytała wszystkie moje książki, i tak bardzo się rozgadała, że pozwoliłam jej skończyć. Na szczęście nie trwało do bardzo długo. Pokazałam jej fotografię, ale napis który widniał z tyłu znikł. Powiedziałam jej, że znalazłam ją i cieszę się, że się poznaliśmy. Na koniec powiedziałam jej, że potrzebowała bym dowiedzieć się coś o jej życiu. Zaprosiła mnie do swojego pokoju. Byłam zachwycona jej pokojem, bo miała bardzo estetycznie poukładane rzeczy i ogólny porządek, o którym ja zawsze marzyłam. Zniknęła na chwilę i wniosła czajniczek z herbatą. Nalała nam obu i wyjęła z szafki parę teczek. Na szerokiej niebieskiej półce widniały wszystkie moje książki ułożone chronologicznie. I gdyby nie kilka żywych plakatów na ścianach, był by to mój wymarzony pokój. Była tak podniecona, że opowiadała mi o swoich pracach teologicznych i badaniach, które właśnie prowadzi na drugim roku studiów jakby otwierała przede mną całe swoje życie. Pomogłam jej trzymać teczkę, gdy ona otwierała inną i wyjmowała z zachwytem prace pisemne oraz wykresy. Opowiadała bez końca. Odwracając się potrąciła mnie niechcący i aby nie wylać herbaty przytrzymałam stolik, a teczka którą trzymałam na kolanach spadła i wszystko co w niej było wysypało się. Ona się roześmiała, i zaproponowała, że zacznie od początku. Siadając zauważyłam kilka zdjęć oraz rysunków z jej dzieciństwa oraz ładnie powycinanych kawałków z gazet. Odstawiałam herbatę i w tym momencie rzucił mi się w oczy wycinek z gazety z zagłówkiem „Cudem uratowane dziecko pozostawione przez szaloną matkę”. Złapałam to w rękę, aby przeczytać. Ona z lekko krzywą miną zauważyła to i zaczęła mówić
No widzi pani, tak to jest w życiu. Z tego co opowiadała mi macocha – jeszcze przed jej śmiercią, to znalazła mnie jako niemowlę, gdy sprzątała mieszkania do wynajęcia. Teraz żyje już tylko z ojczymem. Nigdy nie znałam swojej matki, a zresztą po tym co zrobiła, chyba nie chciała bym jej znać.
Powiedziałam
To ja jestem twoją matką
Rozpłakałam się..
c.d.n. (ciąg dalszy nastąpi)
Tak więc stoję w tej bramie, naprzeciw taksówkarza, który chciał mi pomóc za życia i nie wiem co dalej miała bym powiedzieć. Czując niemiły chłód na z tyłu i kojące ciepło z przodu po dłuższej chwili pytam:
Czy mogę przejść dalej, czy mogę przekroczyć drzwi prowadzące do czyśćca dusz?
On z neutralną miną opowiada mi o tym co mnie czeka za drzwiami, o tym że zostanę osądzona w chwili przekroczenia tego progu oraz o tym, że jeśli mi się nie powiedzie trafię na powrót do piekła, ale bez ponownej szansy na podniesienie się z grzechów. Powiedział, a ja myślę o grzechach jakie popełniłam, ale nic przerażającego nie przychodzi mi na myśl. Kiwam głową na tak i robię krok w przód, a ku mojemu zdziwieniu on robi krok w stronę piekła. Stoję na progu i już chwila dzieli mnie od przejścia, lecz zatrzymuje się i odwracam. On stoi smutny i widać jak co chwila czarne kłęby dymu i ognia na przemian z mroźnym wiatrem unoszącym coś na kształt lodowych sztyletów przebijają jego na pół materialne ciało.
Zapytałam Nie rozumiem, dlaczego tutaj wszedłeś?
Odpowiada mi, a w jego głosie słychać ból i cierpienie
Świat jest kapryśny, a moją ostatnią próbą było uratowanie ciebie, ale jak widać nie potrafiłem odkupić swojej duszy.
Odwróciłam się i przekroczyłam próg. Poczułam ciepło na całym ciele, przed oczyma przeleciało mi całe życie patrząc od końca do samego początku i nagle znalazłem się w jakimś pokoju. Miałam na sobie ubranie, które pamiętam z czasów studiów. Po chwili jakby z nikąd pojawiła się przede mną kartka i upadła na podłogę. Nachyliłam się i podniosłam nieoczekiwaną rzecz. Zaczęłam czytać
Grzechów : 2
Morderstwo
Kłamstwo
Ledwo skończyłam czytać i poczułam dwa ukłucia na sercu. Przymknęłam z bólu oczy i po otworzeniu na kartce widniały napisy:
Córki
Matka
Upuściłam kartkę i poczułam jak przez moją głowę przewija się czas do pewnego momentu. Do pokoju nagle weszła jakaś kobieta ubrana zupełnie jak ja w obecnej chwili. Gdy zobaczyłam w półmroku jej twarz przeraziłam się. To byłam ja sama dokładnie wtedy gdy popełniłam pierwszy grzech z listy. Byłam wtedy w ciąży i tylko ja o tym wiedziałam. Nawet nie pamiętałam kto był ojcem, a przez prawie dwa miesiące widywałam się tylko z dwoma przyjaciółkami z studiów. Zrozumiałam, że to tego wieczoru zrobię coś czego nie żałowałam do końca swojego życia. Patrzę na siebie samą jak wbijałam igłę z strzykawka wprost w miejsce dziecka, które nosiłam. Nawet nie pamiętam co wstrzykiwałam, ale jak widzę tamta młoda ja zabija właśnie swoje dziecko. Obie upadamy na podłogę, tyle że tylko ja ją widzę. Patrzę na to jak po chwili jej sukienka zalewa się krwią, a z moich oczu wypływa łza. Krzyczę: Boże!
Zniknęłam z tamtego miejsca i pojawiam się w innym czasie i w innym miejscu. Tym razem widzę jak moja matka siedzi na małym taboreciku na ganku naszego domu i czyści buty. To było jakieś cztery lata zanim umarła. Za progu wychodzę ja z tamtego czasu. Jednocześnie było to prawie dwa lata po tym jak zabiłam swoje dziecko. Słucham rozmowy i widzę uśmiechnięte twarze obu tych kobiet. Nic nie wydaje się być nie tak. Pamiętam, to był czas w którym zaczynałam pisać moją pierwszą książkę o bogu. Widzę jak siadam na schodek, ale nie udaje mi się i upadam na bok trzymając się za podbrzusze. No tak, znów byłam w ciąży. Matka pomaga mi siąść i podtrzymuje mnie za ramie.
Pytała mnie wtedy: Co ci jest? A może ty jesteś w ciąży?
Tak, teraz rozumiem. Okłamałam ją wtedy, z zimną krwią okłamałam własną matkę. Zaczęłam wymyślać, że byłam u lekarza i zapisał mi tabletki na żołądek, a matka wierzyła mi wszystko co powiedziałam. Poczułam się lekka i znów czas przewinął się przed moimi oczyma. Zatrzymał się tylko na parę sekund w momencie gdy pod pretekstem nowej pracy wylatywałam do innego miasta, a matka wtedy żegnała mnie na lotnisku. Było mi smutno ale nie płakałam. Przewijał się dalej, aż do chwili gdy ujrzałam siebie samą wyłącznie w koszuli nocnej. To było około dnia po porodzie. Sama urodziłam, leżąc w kuchni wynajętego mieszkania na przedmieściach. Wszędzie wciąż były ślady zaschniętej krwi, resztka pępowiny oraz nagie dziecko leżące na podłodze. Obok stałam ja, całkowicie bez sumienia. Poszłam się umyć, przebrałam i płacąc z góry za cały rok powiadomiłam człowieka, od którego wynajęłam te mieszkanie, że wrócę tu za rok i chciała bym aby wszystko pozostało nie ruszone. Tak patrzałam rzeczywista ja, na siebie samą odjeżdżającą autobusem do domu. Wiedziałam że już nigdy tam nie wróciłam. Pozostawiłam tam to dziecko, leżące na zimnej posadzce. Niezdolne do samodzielnego życia. Zrozumiałam teraz, że wtedy byłam kimś okrutnym, kimś kto nie mieścił się w jakiejkolwiek skali bezduszności. Przekroczyłam piekło, aby zobaczyć dlaczego tam trafiłam. Zaczynałam rozumieć i cieszyć się, że mam jeszcze szansę. Tylko jaką?
Nagle nie widziałam nic i nie wiedziałam co się dzieje. Usłyszałam w wnętrzu własnej głowy
Odpokutuj grzechy!
Obraz zaczął nabierać kształtów i kolorów. Czułam wszystko wokoło i znów oddychałam powietrzem. Leżałam w mieszkaniu, które jeszcze ostatnio do mnie należało. W pokoju wszystko było ułożone identycznie jak w chwili gdy poleciałam na premierę. Wtedy mnie zabili, a teraz jestem tu na powrót. Z trudem wstałam i poczułam okropny głód. Doczłapałam się do lodówki i zjadłam kilka jogurtów oraz odsmażyłam sobie kurczaka, który miał czekać na mój powrót. Gdy trzeci raz zamykałam lodówkę zauważyłam, że wisi na niej jedna fotografia więcej. Przedstawiała ona młodą dziewczynę na tle kościoła. Była to kobieta, która najprawdopodobniej złapała bukiet rzucany przez pannę młodą przed odjazdem na wesele. Na drugiej stronie widniał adres i przypis pokuta. Nie mam pojęcia co jest grane, ale pewnie muszę znaleźć tę dziewczynę i porozmawiać z nią. Chciałam się położyć i odpocząć, bo poczułam się zmęczona, ale do mojej głowy wdarła się myśl Nie wiesz ile masz czasu. Poczułam się zmuszona do poszukania tego adresu. Siadłam do komputera i wyszukiwałam na podstawie adresu zamieszkania jakichś informacji o tej dziewczynie. Znalazłam parę obrazów z ślubu na którym musiała mieć zrobione tę fotografię oraz inne oznaczenia miejsc gdzie w pobliżu bywała z znajomymi. To jest miasteczko oddalone o kilkadziesiąt kilometrów od stolicy. Zdecydowałam się jednak przespać przed tak długą podróżą, a że żadna dodatkowa myśl na zawitała do mojej głowy, to i zasnęłam szybko po położeniu się.
Obudził mnie dzwoniący telefon. Spojrzałam, ale numer był niedostępny, a po odebraniu ktoś od razu się rozłączył. Była sobota. Wydawało mi się, że jestem wyspana, mimo krótkiego czasu snu. Było ledwo po szóstej rano, ale zdecydowałam że im szybciej wyruszę tym szybciej dowiem się co jest moją pokutą. Ubrałam luźne ciuchy oraz zdarte trampki, bo w tym najwygodniej mi się chodzi. Zabrałam trochę gotówki, jaką chowałam na czarną godzinę i parasol na wszelki wypadek. Dotarłam do dworca i po odczekaniu na pociąg pojechałam. Dostałam się do miasta – celu wyprawy. Była już ósma. Kupiłam sobie kanapki i jedząc patrzałam na plan miasta stojący przed dworcem kolejowym. Wyszukałam połączenie autobusowe, bo nie chciałam już ryzykować jazdy taksówką po ostatnim razie. Po niedługim czasie stałam przed wskazanym adresem. Był to piętrowy dom o płaskim dachu oraz sporym ogrodzie. Nie widząc dzwonka przy furtce wkroczyłam na podwórze. Przywitał mnie mały zabawny piesek, który szczekał i skakał mi na spodnie. Zauważyłam, że na parterze ktoś patrzy przez szybę i nagle znika pozostawiając pogniecioną firanę. Drzwi otworzyły się zanim zdążyłam zapukać. Stał tam facet, może o kilka lat starszy ode mnie i zapytał o co chodzi. Podeszłam na schodek i pokazując fotografię, zapytałam czy ktoś taki tutaj mieszka. On spojrzał na mnie, prosto w moje oczy i powiedział
Tak, proszę wejść. Jeszcze śpi. Zaraz ją obudzę.
Facet zaproponował mi abym usiadła na przedpokoju i poczekała. Po prawie dziesięciu minutach słyszałam jak ktoś z trudem schodzi po schodach i już widziałam młodą dziewczynę ze zdjęcia. Obie spojrzałyśmy sobie w oczy i nie zdążyłam wypowiedzieć słowa a ona powiedziała
Ja cię skądś znam! No tak, to ty jesteś autorką tych książek anty-teologicznych.
Bałam się, że może ona jest jakąś fanatyczką, ale uśmiechnęła się i podała mi rękę na powitanie. Wyraźnie było widać, że jest zadowolona z mojej wizyty. Zaczęła opowiadać o tym, że czytała wszystkie moje książki, i tak bardzo się rozgadała, że pozwoliłam jej skończyć. Na szczęście nie trwało do bardzo długo. Pokazałam jej fotografię, ale napis który widniał z tyłu znikł. Powiedziałam jej, że znalazłam ją i cieszę się, że się poznaliśmy. Na koniec powiedziałam jej, że potrzebowała bym dowiedzieć się coś o jej życiu. Zaprosiła mnie do swojego pokoju. Byłam zachwycona jej pokojem, bo miała bardzo estetycznie poukładane rzeczy i ogólny porządek, o którym ja zawsze marzyłam. Zniknęła na chwilę i wniosła czajniczek z herbatą. Nalała nam obu i wyjęła z szafki parę teczek. Na szerokiej niebieskiej półce widniały wszystkie moje książki ułożone chronologicznie. I gdyby nie kilka żywych plakatów na ścianach, był by to mój wymarzony pokój. Była tak podniecona, że opowiadała mi o swoich pracach teologicznych i badaniach, które właśnie prowadzi na drugim roku studiów jakby otwierała przede mną całe swoje życie. Pomogłam jej trzymać teczkę, gdy ona otwierała inną i wyjmowała z zachwytem prace pisemne oraz wykresy. Opowiadała bez końca. Odwracając się potrąciła mnie niechcący i aby nie wylać herbaty przytrzymałam stolik, a teczka którą trzymałam na kolanach spadła i wszystko co w niej było wysypało się. Ona się roześmiała, i zaproponowała, że zacznie od początku. Siadając zauważyłam kilka zdjęć oraz rysunków z jej dzieciństwa oraz ładnie powycinanych kawałków z gazet. Odstawiałam herbatę i w tym momencie rzucił mi się w oczy wycinek z gazety z zagłówkiem „Cudem uratowane dziecko pozostawione przez szaloną matkę”. Złapałam to w rękę, aby przeczytać. Ona z lekko krzywą miną zauważyła to i zaczęła mówić
No widzi pani, tak to jest w życiu. Z tego co opowiadała mi macocha – jeszcze przed jej śmiercią, to znalazła mnie jako niemowlę, gdy sprzątała mieszkania do wynajęcia. Teraz żyje już tylko z ojczymem. Nigdy nie znałam swojej matki, a zresztą po tym co zrobiła, chyba nie chciała bym jej znać.
Powiedziałam
To ja jestem twoją matką
Rozpłakałam się..
c.d.n. (ciąg dalszy nastąpi)
Tagi:
"Zabawy martwych ludzi"
30.01.2012 o godz. 22:07




Chociaż to miało wiele zalet.
cheers!
Karolka